Bycie queer

Kiedy jedna z moich bliskich osób się wyoutowała, powiedziałam, że już wiem. Przecież miała u siebie na półce DVD z Queer As Folk, swego czasu przełomowego serialu LGBT+, więc dla mnie sprawa była oczywista. Śmieję się, ale naprawdę tak było. Temat jest mi więc znany nie od dziś, a w dodatku bardzo go lubię, więc dlaczego by nie napisać o nim kilka słów.

Oprócz tego jest czerwiec, a czerwiec to Miesiąc Dumy, czyli miesiąc poświęcony promowaniu (samo)akceptacji, wspieraniu, solidaryzacji z oraz edukowaniu o osobach LGBT+, więc wydaje mi się szczególnie stosowne, by dodać swoje trzy grosze na ten temat. Idea tego miesiąca powstała, by upamiętnić rocznicę zamieszek na Stonewall w Nowym Jorku w 1969 r., choć w międzyczasie symbolizuje o wiele więcej niż tylko to wydarzenie, które dało początek zwiększonemu aktywizmowi na rzecz osób LGBT+.

Sama mam dwa powody, żeby się w tej dyskusji udzielić: z jednej strony utożsamiam się jako członek społeczności LGBT+, więc jest to dla mnie dosyć istotny temat, a z drugiej strony jest to po prostu niesamowicie ciekawe, a jak już wielokrotnie pisałam, tu jest mój kącik internetu na ciekawe rzeczy.

Zanim jednak do tego przejdę, muszę zaznaczyć jedną ważną rzecz. Nigdy nie będę w stanie opisać wszystkiego, co dotyczy świata LGBT+, ponieważ jest to temat niezwykle szeroki i kompleksowy, szczególnie dlatego, że tak naprawdę dotyczy każdej sfery życia. I na dobrą sprawę nawet nie chce opisywać wszystkiego i przytaczać wszystkich kontekstów, bo też aż tak się nie znam. Są jednak pewne aspekty, które są moim zdaniem warte rozpatrzenia i o których chętnie napiszę, więc ten artykuł będzie właśnie pewnych, wybranych spraw dotyczył.

A oprócz tego będzie raczej pozytywny, bo tak jak uważam, że słuszne jest naświetlanie narracji, które są trudne i bolesne, tych pozytywnych też nie powinno brakować.

  1. Etykiety

Etykiety są bardzo ważnym elementem świata LGBT+, i to obojętnie czy wewnątrz – jako środek określania własnej tożsamości – czy na zewnątrz środowiska – jako inwektywy mające upokorzyć.

Nie jest to zaskakujące, bo ludzie ogólnie posługują się w komunikacji i w usprawnianiu swoich procesów myślowych etykietami, ale jednak mam wrażenie, że w kontekście tęczowej tematyki mogą one być szczególnie drażliwe. Wynika to pewnie z tego, że wiele etykiet powstało z i było używanych jako oszczerstwa, które tylko dzięki pracy aktywistów mogły nabrać z biegiem lat innego wydźwięku.

Z tych i wielu różnych innych względów etykiety są sprawą niemal kontrowersyjną. Niektórzy całkowicie je odrzucają, bo stwarzają podziały i są restrykcyjne, a niektórzy znajdują w nich ukojenie, ponieważ dają im poczucie wspólnoty oraz bycia okej. Jakby nie było, są one częścią naszej rzeczywistości, i chcąc nie chcąc jesteśmy nimi konfrontowani.

Ja tam lubię etykiety, wszelakie. Dla mnie znalezienie definicji pomaga ze zrozumieniem swojej tożsamości, choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie dla każdego tak jest. A oprócz tego są to po prostu zbiory znaczeń, które mają swoje szczególne atrybuty, można je układać w hierarchie, kategorie i zliczać, więc działają w sumie tak samo jak dane. A ja dane lubię. Ale to ja.

Jest jednak jedna szczególna etykieta, na której chcę się skupić. Nietrudno się domyślić, że chodzi o słowo queer (jak sugeruje tytuł). Queer jest słowem niezwykle ciekawym, pełnym różnych kontekstów i znaczeń, z całkiem długą i burzliwą historią, oraz oczywiście brakiem jednoznacznego tłumaczenia na język polski. Nie powinno nas to jednak powstrzymać przed poznaniem jego historii i używaniem go, szczególnie, że jako przymiotnik już w niektórych queerowych przestrzeniach funkcjonuje.

Etymologicznie rzecz ujmując queer prawdopodobnie pojawiło się ok. roku 1500 w językach germańskich i jest powiązane z niemieckim quer (skośne, krzywe, w poprzek). Okoliczności powstania tego wyrazu nie są jednak jednoznaczne i należy tutaj przyjąć zasadę ‘jeden rabin powie tak, drugi powie siak’ i w sumie to nie wiadomo. Tak czy inaczej, na przestrzeni lat samo znaczenie zdecydowanie się utrzymało, bo przez długi czas queer oznaczało właśnie coś dziwnego, odstającego od normy, czyli, jakby nie było, krzywego i w poprzek.

W sumie nadal to oznacza, tak jak gay oznacza bycie wesołym, ale zupełnie się już z tych kontekstów nie korzysta. Choć, w ramach ciekawostki, korzystał z niego np. Tolkien, który już na pierwszych kilku stronach Drużyny Pierścienia właśnie tego słowa używa, w znaczeniu niezwiązanym jeszcze z tym, jakie znamy dzisiaj: “It beats me why any Baggins of Hobbiton should go looking for a wife away there in Buckland, where folks are so queer.”

Ciekawe jest też to, jak znaczenie queer zmieniało się na przestrzeni lat i w zależności od słownika, szczególnie, że słowniki nie były wolne od cenzury i omijania niewygodnych tematów, nawet jeśli de facto tym sposobem nie oddawały rzeczywistości w stu procentach. Dokładniejszą analizę tego zjawiska przedstawia Merrill Perlman w artykule “How the word ‘queer’ was adopted by the LGBTQ community”, tutaj tylko rzucimy okiem na to, co queer swego czasu oznaczało, między innymi coś dziwnego, nietuzinkowego, ale też fałszywe pieniądze albo złe samopoczucie. Dopiero później przyjęto je jako bluźnierstwo mające określać zniewieściałych mężczyzn oraz mężczyzn homoseksualnych, jeszcze później zostało przyjęte w dyskursie akademickim i używane przez aktywistów LGBT+ do określania samych siebie, już nie jako bluźnierstwo, ale wyraz empowermentu, jako synonimu osób LGBT+, czy ogólnie osób nie-hetero i nie-cis.

Ten proces nazywa się odzyskaniem, ponownym przywłaszczeniem, czy reapropriacją i dotyczy różnych środowisk i oszczerstw. Polega na tym, by zmienić znaczenie danego słowa i odebrać moc ludziom, którzy używają go jako bluzgi. W istocie jest to zmiana czegoś, co rani, w coś, co daje siłę. I queer właśnie jest tego dobrym przykładem.

Chociaż nie wszyscy w środowisku LGBT+ akceptują ten konkretny przejaw reapropriacji i nadal odczuwają słowo queer jako bluźnierstwo. Jest to też związane z latami, w których ludzie się wychowywali; ci sprzed czasów Stonewall prędzej uznają queer za obelgę, bo w ich czasach tak się tego słowa używało, a obecne, młode pokolenie, prędzej uzna je jako przejaw krnąbrnej dumy.

Sprawy nie ułatwia też fakt, że queer ma naprawdę wiele różnych znaczeń. Tutaj znowu kwestia rabinów – każdy słownik, każda publikacja online i każda queerowa osoba powie co innego. I tak queer może być uznane jako ogólne pojęcie osób nieheteronormatywnych i jako synonim środowiska LGBT+, albo jako całkowite odrzucenie tego środowiska i tego, jak obecnie funkcjonuje, bądź jako określenie własnej kategorii, a nawet jako wyraz sprzeciwu wobec tęczowego środowiska, które tak samo jak inne środowiska przejawia strukturalne problemy z zakresu rasizmu, klasizmu, ableismu, itd.

Czasem queer można użyć, aby wyrazić, że seksualność i płeć to skomplikowane sprawy, że mogą się zmieniać i że niekoniecznie są stałe, ani do końca określone. Może być również użyte ze względu na to, że etykiety, które już istnieją, są zbyt restrykcyjne by opisać poszczególne narracje i doświadczenia, a czasem bo po prostu nie ma trafniejszych określeń. Inną perspektywę przedstawia Dan Howell, znany brytyjski YouTuber, który swoim mini-dokumentem o coming-oucie zrobił niezłą furorę w sieci, a mówi on tam: “Dlatego ja osobiście lubię słowo queer. […] Ta definicja ma sens, bo dopóki społeczeństwo nie będzie równe pod względem każdej seksualności i tożsamości płciowej, [bycie queer] jest dosłownie dziwne w kontekście standardowego punktu widzenia, plus jest lepsze niż super długi akronim, jest inkluzywne wobec wszystkich i dlatego świetnie się nadaje dla bezkształtnych kluch.”

Też uważam, że queer jest fajnym i czasem całkiem przydatnym określeniem. Nie zawsze trzeba wchodzić w szczegóły swojej tożsamości, jeśli się nie chce, czasem wystarczy powiedzieć właśnie, że jest się queer. A jeśli szczegóły kogoś interesują, to zawsze się zdąży jeszcze pogadać.

Oprócz tego queer moim zdaniem daje też przestrzeń do szukania swojej tożsamości, jeśli nie jest się na początku pewnym, albo ma się pewne dylematy w sprawie idealnego określenia dla siebie (jeśli chce się takowe w ogóle mieć). Jest w tym pewien komfort, jest to pewien krok w stronę znalezienia siebie, który nie wymaga od razu definiowania wszystkiego i przede wszystkim posiadania wszystkich odpowiedzi na wszystkie pytania. Czasem wystarczy wiedzieć czym się nie jest, w sprawie tego Dan też ma całkiem niezły cytat: “Jedna rzecz jest pewna, cokolwiek oznacza bycie hetero, wiem, że to nie o mnie.”

Tak bardzo jak lubię definicje i etykiety, też się uczę, że wcale nie muszę się od razu na jakieś decydować. Póki co wiem tyle, że nie jestem kobietą, a płeć i ilość partnerów jest dla mnie sprawą drugorzędną. I tylko tyle i aż tyle. Szukać można zawsze dalej, a niezależnie od tego można poczuć się komfortowo wiedząc, że są takie ogólne, niekoniecznie do końca sprecyzowane określenia jak queer, którym się można w razie potrzeby posiłkować.

  1. Media

Pisać i gadać można wiele, ale najłatwiej i najprzyjemniej jest moim zdaniem dowiadywać się nowych rzeczy oglądając filmy albo czytając książki. Łatwiej jest się oswoić z jakimś tematem poznając historie, kiedy nie trzeba na nic reagować, tylko można w spokoju obserwować. A przy okazji nie trzeba się przy tym konfrontować ze stereotypami, ani wątpliwymi wartościami przekazywanymi przy niedzielnym stole albo w newsach.

Dlatego też reprezentacja w mediach jest cholernie ważna. Jest tego coraz więcej, w serialach pojawią się postacie, które są po prostu nienormatywne i jest spoko. Albo w reklamach, tak jak w tej słynnej od Campbell’a z zupą gwiezdnowojenną. Oczywiście ludzie się bulwersują, że ‘czemu teraz wszędzie są geje’, ale prawda jest taka, że zawsze byli, tylko nie było ich widać w mediach, albo było widać, ale tylko te przerysowane, albo prześmiewcze interpretacje. Stąd znowu, ważne, żeby się pojawiali, żeby normalizować to, co jest nieodłączną częścią społeczeństwa, i to nie od dziś, ani nie od wczoraj.

Ale miało być pozytywnie, więc dość kazania i czas na przykłady różnych fajnych, pozytywnych wytworów medialnych. Tutaj również uważam, tak jak pisałxm wcześniej, że bolesne i smutne narracje są ważne, ale tym razem chcę poświęcić swoją uwagę właśnie tym pozytywnym.

Zacznę od filmów, bo dzięki filmom najwięcej się dowiedziałxm o queerowym świecie. Myślę, że większość osób zaczyna swoje życie w błogiej nieświadomości o tęczowej tematyce, nawet jeszcze moje pokolenie, więc mimo, że teraz jest to temat dla mnie bardzo ważny, też musiałxm się najpierw z nim oswoić.

Oglądałxm więc stosy różnych filmów i tym, który najbardziej zapadł mi w pamięć i który w sumie do dziś jest moim ulubionym, jest milusia i całkiem skromna, niezależna produkcja pt. Shelter z 2007 r. Opowiada historię młodego surfera, Zacha, rozdartego między trudną sytuacją rodzinną, a chęcią dostania się na studia artystyczne na CalArts. Wtem na scenę wkracza Shaun, brat najlepszego kumpla Zacha, który, chcąc nie chcąc, wprowadza niezłe zamieszanie. Choć zaczyna się niewinnie, bo na początku Zach i Shaun tylko razem surfują, ale wiadomo, jak to z takimi rzeczami bywa, całkiem nieoczekiwanie nawiązuje się romans.

Shelter jest przepiękny w swojej prostocie i prawdziwości. Miłość pokazana w tym filmie jest niesamowicie naturalna i bardzo rzeczywista, a dramaturgia opiera się na zrozumiałych, acz bolesnych konfliktach. Do tego postaci są nad wyraz ludzkie, tak bardzo, że aż są przeciętne, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ponadto cała historia jest przeplatana cudownymi kolażami surfowania na wybrzeżu Kalifornii, klimatycznym pejzażem dzielnicy San Pedro i niesamowicie uroczą, łagodną muzyką.

Filmów o tematyce queerowej jest bardzo dużo, i tak bardzo jak lubię te krzykliwe i nad wyraz skrajne, i kolorowe flamingi i wszystko, to jeśli komuś chcę pokazać miłą historię, którą łatwo zrozumieć i która pozwala zaprzyjaźnić się z narracjami nie-hetero, to zawsze wybiorę Shelter. Niezależnie od motywacji bardzo polecam ten film, bo ostatecznie jest to po prostu niesamowicie piękna historia.

Z tamtego czasu jeszcze mogę polecić Latter Days (2003) – cudowną historię o miłości z elementami religijnej opresji, więc może nie każda chwila w tym filmie jest miła, ale tak czy siak, dobra historia. Choć zakładam, że najbardziej znanym queerowym filmem z tamtego okresu to Brokeback Mountain (2005). Na pewno jest to ważny film, bo dzięki niemu pojawił się w mainstreamie inny, niestereotypowy obraz homoseksualnej miłości, ale jeśli mam być zupełnie szczerx, to nie należy on do moich faworytów.

Z obecniejszych produkcji na pewno muszę polecić Call Me By Your Name (2017), bo jego reżyser, Luca Guadagnino, po prostu wiedział, co robi, przenosząc na ekran tę czarującą opowieść letniego romansu, o takim stopniu włoskości, że aż się chce odpalić Chianti i zagryźć bruschettą.

Oprócz tego nie mogę nie wspomnieć o musicalach przy okazji queerowych produkcji, i szczególnie chcę tutaj wyróżnić Rent (2005), opowieść o życiu grupy przyjaciół w Nowym Jorku w latach ‘80, ze wspaniałym rockowym podkładem, oraz Were The World Mine (2008). Ta druga to musical fantasy na podstawie Snu Nocy Letniej Shakespeare’a i powiem tylko tyle – jeśli jest sposób, żeby zainteresować mnie literaturą angielskiego wieszcza, to jest nim absurdalny, gejowski musical. Także polecam.

Nie samym filmem jednak człowiek żyje, więc czas na książki. Muszę przyznać, że w tym obszarze trochę edukacji mi brakuje. Tak jak przy filmach kojarzę mniej lub bardziej znaczące przeboje, to kanon queerowej literatury jest mi dosyć obcy. Chociaż kilka pozycji się przewinęło, więc o nich napiszę.

Pierwsza z nich to autobiografia Eltona Johna pt. Me (jest też bardzo dobry musical o jego życiu, Rocketman (2019), żeby nie było), która nie tylko jest niesamowitą queerową historią, ale też nietuzinkowym przeglądem rzeczywistości kilku dekad, od lat 60’ w zasadzie do dziś. Elton John miał nad wyraz barwne i ciekawe życie, a oprócz tego z różnych względów przeżył epidemię AIDS i nie ukrywa w swojej opowieści realiów tamtych czasów. Poza tym jego książka jest pełna kuriozalnych i czasem nieprawdopodobnych historii, opisanych w przezabawny i lekki sposób, oraz jest dowodem na to, że warto być sobą i wierzyć w to, co się chce robić.

Druga pozycja, w całkowicie innym tonie, to Samotny mężczyzna Christophera Isherwooda (swoją drogą też jest film na temat tego autora, Christopher and His Kind (2011), ano i adaptacja samej książki – A Single Man (2009) – wyreżyserowana przez Toma Forda, którego wielbię). Jest to opowieść z tych smutniejszych, ale nie brakuje w niej też chwil przyjemnych i pełnych nadziei. Przy tej książce wiem, że jest ona częścią tęczowego kanonu, i zupełnie słusznie, w ogóle wiele prac Isherwooda i sama jego postać były znaczącą instancją w kontekście Gay Liberation – ruchu społecznego na rzecz praw osób LGBT+, również zapoczątkowanego zamieszkami na Stonewall.

Tyle z książek. Ostatnim medium, o którym chcę wspomnieć to internet. Wiem, bardzo mały i łatwy do ogarnięcia temat. Ale prawda jest taka, że wszędzie, gdzie można znaleźć miejsce z dala od mainstreamu, tam tworzą się przestrzenie dla osób nienormatywnych. Wcześniej były to kluby piwniczne w dużych miastach i sekretne znaki przekazywane sobie za pomocą kolorowych chustek, a teraz są to odpowiednie fora internetowe i społeczności na YouTubie.

W sumie, tak zupełnie szczerze, to właśnie algorytm YouTube’a sprowadził mnie na drogę *ideologii lgbt*, proponując po wpisaniu w wyszukiwarkę haseł z Harry’ego Pottera filmiki fanowskie, które, jakby to tu ładnie ująć, celebrowały wymarzoną miłość między Harrym a Draco.

Pracę fanowską jednak odkładamy na inny dzień, tutaj chcę się skupić na konkretnych twórcach, których treści oglądałxm latami, którzy mieli niezły wpływ na rozwój akceptacji środowiska LGBT+ i którzy są po prostu fajni.

Na początku zdecydowanie warto wspomnieć o Tylerze Oakley i Michael’u Buckley (twórca show What The Buck), którzy nie tylko byli pionierami influencerstwa youtubowego, ale też pionierami bycia gejem na YouTubie. To, że byli po prostu sobą i opowiadali swoje historie, i żyli swoje życie dokładnie tak, jak je żyli, było w pewnym sensie szokujące. Że tak można? Po prostu być osobą no wiadomo i żyć jak normalny człowiek? Podróżować, wygłupiać się, mieć zupełnie błahe problemy, a nawet czasem być niemiłym, albo mieć gorszy dzień? I tu nie chodzi o to, że wcześniej tak się nie dało. Rewolucja polegała na tym, że teraz to było widać. Miliony osób przyglądało się temu, jak ci kolesie po prostu sobie żyją i że to, że po prostu sobie żyją, jest okej. To właśnie ta reprezentacja, o której wcześniej pisałxm, która pokazała w tym przypadku, że *geje* to nie przestępcze potwory, tylko zwykli ludzie.

Prawie piętnaście lat minęło od tamtego czasu i ilość i różnorodność queerowych treści na YouTubie bardzo się w międzyczasie zmieniła i rozwinęła. Jest dużo treści edukacyjno-pokazujących-normalne-życie, ale są też formaty rozrywkowe, gdzie chodzi tylko o to, żeby się pośmiać. Moje ulubione przykłady takowych to kanał Lucasa Cruikshanka, który oprócz fantastycznego nazwiska też miał karierę jako pierwszy twórca, który zdobył milion subskrypcji na YouTubie – jako Fred, jego postać krzykliwego nastolatka ze sztucznie zmienionym głosem na bardzo piskliwy (i drażniący, nie powiem). Obecnie zajmuje się recenzowaniem i komentowaniem różnych wytworów medialnych albo zjawisk ogólno-popkulturowych, i jest przy tym totalnie śmieszny, więc polecam. Inny twórca, z podobnymi treściami, ale zupełnie inną estetyką, jest Macdoesit. Mac ma swój charakterystyczny styl i bardzo absurdalne poczucie humoru, a na swoich filmach opowiada o przeróżnych dziwnych zjawiskach albo recenzuje czyjeś produkcje.

W tym miejscu też chcę wspomnieć o kilku twórcach trans, którzy nie dość, że dzieląc się swoim życiem wiele uczą i wielu osobom pomagają, dając dobry przykład, to też są super (i super pięknymi, żeby nie było) ludźmi. Pierwsza to Gigi Gorgeous, która mam wrażenie zainspirowała nie tylko wielu widzów, ale również wielu innych twórców na YouTubie. Była też jedną z pierwszych, bo publikuje filmiki od ponad dziesięciu lat. Wyjątkowe u niej też było to, że przechodziła swoją tranzycję dosyć publicznie, co jest moim zdaniem godne podziwu. Choć tematyka jej kanału zupełnie mnie nie interesuje, bo dotyczy rzeczy z pokroju lifestyle’u/kosmetyków, to oglądanie jej wideo i tak jest bardzo przyjemne. Jest wesoła i totalnie szczera, wkłada bardzo dużo wysiłku w jakość swoich produkcji i zawsze miło jest się dowiedzieć, że u niej wszystko w porządku, albo że się wydarzyło w jej życiu coś, o czym może opowiedzieć śmieszną historię.

Do innych moich ulubionych twórców należy Alex Bertie, który był z tego co kojarzę też jednym z pierwszych twórców trans na YouTubie, przynajmniej jednym z pierwszych, który ja kojarzyłxm. U niego dużo się nauczyłxm o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Z nowszych twórców, tych, których znam od stosunkowo niedawna, to polecam Contrapoints i Sama Collins. Natalie, twórczyni Contrapoints, publikuje filmy bardzo złożone o kompleksowej tematyce, w tym też queerowej, no ale jej produkcje po prostu powalają na kolana. Zresztą wyrobiła swój na tyle charakterystyczny styl, że inni twórcy zaczęli go kopiować, ale zawsze wiadomo, czym był inspirowany. Choć te filmy nie zawsze są o przyjemnej treści, zawsze warto je obejrzeć, bo nieraz prześcigają jakością produkcje telewizyjne i kinowe, i to nawet te poważne. Sam Collins natomiast to po prostu mega spoko gość, który trochę komentuje i trochę opowiada, co tam w świecie internetu się dzieje i bardzo lubię go słuchać, żeby się rozerwać.

Ostatni twórcy, o których wspomnę, to Try Guys. Moim zdaniem mieszczą się w ramach queerowych treści nie tylko dlatego, że jeden z członków tej czteroosobowej ekipy należy do społeczności LGBT+, ale dlatego, że pozostali trzej panowie są bardzo dobrymi tzw. sprzymierzeńcami, którzy też są ważną częścią środowiska. Ich produkcje są lekkie i zabawne i trochę (czasem bardzo) clickbaitowe, ale dzięki swoim zasięgom naprawdę sowicie przyczyniają się do wspomnianej już wielokrotnie reprezentacji. Ogólnie pomysł tej grupy powstał, kiedy ekipa pracowała jeszcze w Buzzfeed, konglomeracie medialnym o zarówno burzliwej, jak i szemranej historii, ale nie o tym ten artykuł. W 2014 roku powstał w każdym razie pomysł w dziale kreatywnym, by zrobić filmik “hehe faceci będą przymierzać damską bieliznę hehe” i jedyni w biurze, którzy się na to zgodzili, to właśnie ci czterej kolesie, którzy później staną się Try Guys – bo są gotowi wszystkiego spróbować.

Filmik powstał, zebrał w międzyczasie 22 miliony kliknięć, a reszta, jak to mówią, to już historia. Bardzo ciekawa swoją drogą i przez te 6-7 ostatnich lat ekipa została przyjaciółmi, zostawili Buzzfeed w tyle i mają teraz swój własny prawie że konglomerat medialny. Wyjątkowość ich treści nie polega jednak na tym, że próbują wszystkiego, ale tego, jak i z jakim nastawieniem to robią. Chłopaki są absolutnym zaprzeczeniem toksycznej męskości i nie boją, ani nie wstydzą się tego pokazać. I nie chodzi tylko o to, że są po prostu zwykłymi ludźmi – tylko że mówią o swoich uczuciach i słabościach i konfrontują się z obrazem współczesnej męskości w sposób, który nie zagraża ego, tylko pokazuje, że wszelkie różne dostępne sposoby na bycie facetem są w porządku. Czasem to przybiera formę głupich zabaw w przebieranie się w śmieszne kostiumy, a czasem poważnych rozkmin na temat męskich kompleksów, o których przecież nie wolno rozmawiać. Tak czy siak, chłopaki robią niezłą robotę, więc również polecam.

Rzuciłxm w tej części wieloma tytułami i nazwiskami, i jest ich kilkadziesiąt, jak nie kilkaset więcej, ale myślę, że póki co wystarczy. Świat queerowych treści, tak jak treści ogólnie, jest niezmiernie szeroki i niemożliwy do ogarnięcia w całości, ale jeśli kogoś interesuje, to warto znaleźć punkt zaczepienia, od którego można zacząć. Uważam, że każda z tych produkcji, o których wspomniałxm wyżej, jest właśnie takim, całkiem dobrym, punktem zaczepienia. A oprócz tego, oglądając takie treści, można po prostu miło spędzić czas, więc czego można chcieć więcej.

  1. Wywód (rant)

Wiem, że pisałem, że będzie pozytywnie – i nadal mam to w planie – ale coś czuję, że jak już zacznę ten swój rant, to emocje, wszelakie, mogą wziąć górę. No ale zobaczymy. Liczę na to, że chociaż wnioski będą milusie. Albowiem męczy mnie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie.

O chuj chodzi ludziom, którzy mają problem z LGBT+?

Bo serio nie kumam.

Zakładam, że wynika to z przywilejów, które były mi dane w życiu. Wychowałem się w bogatym, zachodnim kraju, w ateistycznej, lewackiej rodzinie, w której wszyscy, łącznie z dziadkami, mieli wyższe wykształcenie. Zawsze należałem do klasy co najmniej średniej i nie mogłem w dzieciństwie narzekać na brak czegokolwiek, a w zasadzie to tylko na nadmiar. Nie, że patointeligencja, ale no po prostu, fart i możliwości. Raczej zawsze mogłem być tym, kim chciałem i rodzice zawsze troszczyli się o moją edukację, więc były i prywatne szkoły i jedno z najlepszych liceów w mieście. Wychowałem się więc w świecie, w którym był duży dostęp do wiedzy i raczej nie było miejsca na nietolerancję.

Rozumiem też to, że pewne społeczne awersje wynikają z historycznych uwarunkowań i uprzedzeń, a uprzedzenia z braku wiedzy, represji i strachu. Wiem, że lubimy się śmiać, że “hehe homofobowie to kryptogeje hehe” i czasem jest w tym nawet prawda, ale też rozumiem ten mechanizm, że własne niechciane czy niezrozumiałe uczucia ukrywa się pod maską agresji. Zrozumienie własnej tożsamości jest trudne, przerażające i konfundujące, a jeśli doda się do tego lustro społecznych oczekiwań i wzorców, to w ogóle można oszaleć.

Wiem też, że niektórych ludzi po prostu nie da się zmienić, że mają swoją konkretną wizję świata, uwarunkowaną pewnymi doświadczeniami i że wolą umrzeć niż otworzyć się na inne perspektywy. Inni zaś po prostu mają ważniejsze sprawy na głowie, nie mają styczności z ani nie interesuje ich nawet kwestia osób LGBT+, jest to temat gdzieś tam na peryferiach ich świadomości, o ile w ogóle. Co też jest zrozumiałe, bo jak nie ma się co włożyć do garnka, to zawiłości queerowego dyskursu są naprawdę nieistotne.

Ale, do cholery jasnej. Szczególnie wtedy przecież można mieć postawę neutralną wobec tego wszystkiego, nie na zasadzie “niech se bedo ale nie chce paczeć”, tylko zwykłego, prostego, nie wymagającego inwestycji emocjonalnych wyjebania. Wiem, że nie wszyscy w środowisku LGBT+ dążą do takiego rodzaju akceptacji, co zresztą jest całkiem logiczne, bo LGBT+ to nie monolit z określoną agendą, bo to – uwaga – nie ideologia, tylko ludzie, jednostki, którzy tak samo jak wszyscy inni mają swoje własne wizje i potrzeby. Różni ich od “normalnych” tylko to, że ze względu na potępienie, które towarzyszyło im od czasów wczesnego średniowiecza, musieli się w pewien sposób zrzeszyć, żeby móc stawić czoła swoim ciemiężcom.

No i jesteśmy teraz w takim miejscu zupełnie nikomu niepotrzebnej wojny, nie chcę powiedzieć ideologicznej, no ale jakby trochę tak. Ludzie się zabijają o to. Serio. Co za bzdura! W sensie, jak tak spojrzeć na to z daleka, to fakt czyjejś seksualności czy tożsamości naprawdę jest – no – głupim powodem, żeby kogoś zabić. Bo co komu, kurwa, do tego?

Naturalnie zdaję sobie sprawę z tego, że nie rozwiąże się tego konfliktu, mówiąc: “Hej, ciemiężco! Przestań się bezrefleksyjnie znęcać nad ludźmi innymi od ciebie, bo to co robisz jest głupie i prawdopodobnie tylko projekcją twoich zaniedbanych uczuć!” i nagle cały świat się kocha. Choć, bardzo by ułatwiło sprawę, gdyby tak było. To, że w ogóle jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy teraz, jakiekolwiek by ono nie było, to niezliczone lata i cierpienia całych tłumów aktywistów i aktywistek, bardziej lub mniej znanych, którzy poświęcali się sprawie, by przyszłe pokolenia miały się odrobinę lepiej.

Najbardziej jednak boli mnie w tym wszystkim to, że cała ta opresja właśnie jest taka bezrefleksyjna. Co jest trudną kwestią, bo można ową bezrefleksyjność odnieść do większości zła na świecie, a jeśli nie jesteśmy nauczeni (a mało kto stara się nas tego uczyć, swoją drogą) jak myśleć refleksyjnie, to jest spore prawdopodobieństwo, że nigdy się nie uda z takiego gnębicielskiego myślenia wyjść.

Bo nie ma racjonalnych ani nawet naukowych (rzetelnych, dodam) argumentów na to, że bycie queer miałoby być złe albo szkodliwe. Żaden argument z opozycji (co jest paradoksem samym w sobie – jak można być “w opozycji” do czegoś, co jest po prostu częścią życia?) nie ma racjonalnych podstaw. Wszystkie wynikają z bezrefleksyjnego powtarzania uprzedzeń, z ignorancji, z projekcji własnych złych doświadczeń na ogół społeczności, z braku kontaktu z innymi ludźmi, z braku empatii, ale przede wszystkim ze strachu (przed sobą, przed wiedzą, przed odrzuceniem, przed presją społeczną…).

Geje to pedofile? Chuj prawda, geje to geje, a pedofile to pedofile, a różnica między pedofilem a gwałcicielem dzieci, to też zupełnie osobny temat. Geje nie w przebieralni bo będą patrzeć? Po pierwsze czemu to akurat zawsze jest pierwsza myśl, a po drugie to agresorzy atakują, nie tożsamości. Myślę, że geje idą do przebieralni z tego samego powodu, dla którego idzie tam każdy inny człowiek – żeby się przebrać.

Ślub nie bo Bóg? Nawet zakładając, że mógłby to być rozsądny argument (czym nie jest), to przecież udostępnienie queerowych ślubów nie oznacza, że każdy takowy musi brać. Adopcja nie bo co z dziećmi? Tak samo jak nauczyciele nie i parady nie i w ogóle się ukrywajcie, bo dzieci? Po pierwsze, to i tak się dzieje i ludzie żyją, a po drugie ‘dzieci’ to nie karta wyjścia z dyskusji na wszystko, co się ludziom nie podoba. Dzieci ani nie są tak wrażliwe, ani nie takie głupie. Nie mówię, że nie trzeba dzieci chronić przed światem, bo zdecydowanie trzeba. Ale bardziej przed tym, że ktoś może być queer moim zdaniem należy chronić dzieci przed, no nie wiem, nienawiścią na przykład. Jeśli się je nauczy, że geje to zło, to będą pewnie tak myśleć. Ale w tym jest klucz – nie trzeba ich tego uczyć, bo to nie jest prawda objawiona. To pewna dziwna idea, która wykształtowała się w społeczeństwie przez stulecia, ale mamy dziś na tyle wiedzy i umiejętności, żeby po prostu powiedzieć temu nie. Możemy się zdecydować na to, by na poważnie sprawę przemyśleć i nie perpetuować szkodliwych schematów myślenia.

Co oczywiście nie oznacza, że każda queerowa osoba to przykład idealnego człowieka. Wręcz przeciwnie. Jak już powtarzałem wielokrotnie do porzygu, to tylko ludzie. Którzy są chujami, przestępcami, kapciami, Januszami, Karynami, boomerami i psycholami jak wszyscy. I niechże nimi będą, niezależnie od swojej orientacji. Co teraz nie ma być jakąś dziwną formą złowieszczego empowermentu, ale przyzwoleniem na bycie ludzkim. Bo, i nie to, że się skarżę, ale jest pewna presja bycia ‘dobrym queerkiem’. Bardzo łatwo jest się poczuć “niewystarczająco queer”, bo się nie pasuje do pewnych stereotypów. A do tego chce się pozytywnie reprezentować swoją społeczność, bo i tak już jest tyle uprzedzeń na jej temat. Sam gej to źle, a gej-boomer to już chyba niedorzeczność na tej samej skali co dzielenie przez zero.

Nie mówiąc już o tym, że cała ta opresja nigdy do niczego konstruktywnego nie doprowadziła. Wstyd jeszcze nigdy nikogo nie zmienił, choćby się bardzo chciało. Wmawianie komukolwiek, że to, kim jest, jest nienaturalne i należy się tego wyzbyć, prowadzi tylko do jednego – do wstydu i poczucia winy, które nijak się mają do zmiany orientacji czy tożsamości. Więc… może warto to przemyśleć? I tak już nie mówić?

Najczęściej w tym momencie dyskusji ludzie wyskakują z kolejnym argumentem, który uważają za gwarantowany szach-mat: “bo to przecież te geje som takie agresywne, te parady gdzie chujami machajo i wszędzie się oblizujo”. No więc, przyjrzyjmy się temu dokładniej. (Swoją drogą ciekawe, że zawsze chodzi w tego typu dyskusjach o “gejów”, a reszta społeczności LGBT+ jakby schodzi na drugi plan. Ale nie chcę się rozpisywać na tysiąc stron, więc seksizm póki co odstawimy na bok.)

No więc, nie tak do końca jest. Oczywiście, są ludzie, którzy są skrajni, którzy uprawiają gatekeeping nawet wobec osób z podobnymi przeżyciami, którzy są agresywni i nie da się z nimi pogadać. Po części myślę, że takie toksyczne zachowania są po prostu reakcją na to, co się dostaje. Nie chcecie nas akceptować? A to chuj wam w dupę. Rozumiem to, nie uważam, że to zawsze słuszne, ale każdy ma prawo do wyrażenia sprzeciwu w sposób, jaki uważa za właściwy (dopóki nie krzywdzi innych, się rozumie). Ale z drugiej strony, po części to, co “opozycja” uważa za “agresywne” zachowania po prostu nimi nie są. Ludzie chcą widzieć (z jakiegokolwiek powodu) zło w ludziach LGBT+, więc każde ich zachowanie albo nawet próbę samoobrony będą tak interpretować. Niestety.

A jest tyle dobrego w tej społeczności. Poza tym, że chciałbym, żeby akceptacja ludzi queer była na poziomie neutralnego wyjebania, to strasznie lubię tę tęczową krzykliwość i wesołość. Lubię tęczę i tęczowe produkty, kiczowatą muzykę, złamane nadgarstki i śpiewne intonacje. A nader wszystko lubię parady. Smuci mnie fakt, że parada równości to dla wielu osób jedyny dzień w roku – kurwa, jedyny dzień w roku – kiedy mogą ze swoimi partnerami iść publicznie za rękę (a ostatnio w Polsce nawet to nie jest możliwe), ale są też kraje na świecie, a nawet w Europie, gdzie parady to już nie walka z oprawcą. Tylko po prostu impreza.

Muza, chlanie, dobra zabawa. Rodzinne pikniki i zbyt drogie suweniry. I nikt nie macha chujami. A nawet jeśli, to co w tym złego? W nagości nie ma nic immanentnie złego, nieczystego ani gorszącego. To nasze purytańskie, chrześcijańskie nakładki kulturowe to zrobiły, a nie to, że ciało jest złe. Nie mówię, że chciałbym, żeby wszyscy latali nago po ulicy – ale też nie ma się czym martwić, bo to się po prostu nie dzieje, a już na pewno nie na taką skalę, o jakiej mówią ludzie, którzy w życiu na żadnej paradzie nie byli.

No i jeszcze ostatnia myśl, w końcu jedna z tych pozytywniejszych. Przede wszystkim queerowe wyzwolenie, pod różnymi postaciami, daje jedną ważną rzecz – dobre samopoczucie. Ile jest takich dzieci, nastolatków, które dorastają pod natłokiem nienawiści, od rodziny, społeczeństwa, kultury i ostatecznie samych siebie. A ilu jest takich, dla których it gets better – będzie lepiej – i nagle dowiadują się, że nie, nie są nienormalni, że ich uczucia i tożsamości są okej, że nie ma się czego bać ani wstydzić. I że pierwszy raz w życiu mogą czuć się ze sobą dobrze.

Uff. Wypadałoby może na koniec tutaj napisać jeszcze plan działania, co zrobić, żeby ludziom queer, i tym samym ludziom w ogóle, było lepiej. Ale, i nikogo to zapewne nie zdziwi, nie mam takiego planu. Staram się mieć podejście zgoła gandalfowe, żeby wierzyć w to, że małe rzeczy i drobne życzliwości czynią świat lepszym, a nie radykalne, wielkie siły. Uważam, że empatia jest kluczem do sukcesu w tym zakresie, że trzeba chcieć i umieć słuchać i poznawać innych.

Co nie jest oczywiście łatwe. Ale są historie, które pokazują, że się da. Jedna z moich ulubionych to wystąpienie TED-owskie Christiana Piccioliniego, byłego neonazisty, który dzięki wsparciu innych ludzi i empatii właśnie zostawił ten brutalny świat za sobą. Rewolucyjny pomysł, takich historii jest więcej, i choć można i trzeba prowadzić dyskusje o rodzaju narracji, jakie się naświetla w dyskusjach o opresji, uważam, że sam fakt, że taka zmiana jest możliwa, daje nadzieję na lepsze jutro.

Szczególnie, że często nie jesteśmy świadomi jakie mamy własne klisze i wzorce myślenia. Jasne, neonazizm to ekstremalny przykład, ale każdy miał chwile w życiu, kiedy bezrefleksyjnie – i bezpodstawnie – kogoś oceniał. Sam swego czasu byłem strasznie krytyczny i wszystkich oceniałem, a ludzi “innych” to już w ogóle. Ale nie chcę już tak myśleć i pracuję nad tym, żeby tego nie robić, bo uważam, że jest to niesłuszne. Teraz z ciekawością i zachwytem poznaję historie ludzi, którzy wyłamują się z konwencji pod jakimkolwiek względem. Chcesz mieć operacje, by wyglądać jak papuga, zbierasz wszystko w kolorze zielonym, albo jesteś facetem noszącym szpilki? Zajebiście! Rób, co ci w duszy gra, a ja mogę tylko podziwiać i pochwalać taką pewność siebie, nie tylko w byciu sobą i nie przepraszaniu za to, ale też w ogóle w byciu pewnym tego, czego się od życia chce.

No więc, jeśli mogę być tak zuchwałym, mała rada na tęczowy miesiąc i każdy inny miesiąc w roku – trochę więcej empatii. Wiem, że w mojej lewackiej bańce i tak jest z tym nie najgorzej, ale zawsze można nad sobą pracować i starać się, jeśli nie rozwijać, to chociaż pielęgnować dobro na tym świecie. I tego wszystkim życzę.


Czas na małe podsumowanie. Jest jeszcze bardzo dużo do powiedzenia na temat świata LGBT+ i jest bardzo wiele mniej przyjemnych spraw do zrobienia niż poznawanie etymologii słów albo polecanie filmów. Ale, tak jak już pisałem na początku, myślę, że miejsce na pozytywne narracje jest tak samo istotne jak na wszystkie inne.

Bo nic nie jest zupełnie złe, ani zupełnie dobre, i tak samo jest z tęczowym światem. A do tego jestem w ogóle mega hedonistą, więc z przyjemnością interesuję się przyjemnymi rzeczami. Z rozkoszą świętuję tęczowy miesiąc, cieszę się, że jestem częścią tej społeczności, mimo, że czasem jest ciężko. Poznałem fajnych ludzi i fajne historie, uczę się dużo o świecie i ogólnie jest ciekawie.

A do wszystkich szukających i niewiedzących, zastanawiających się i przerażonych – to też jest okej. Wiem, że to brzmi jak słowo-wytrych, oklepany frazes, ale będzie lepiej. Nie od razu, nie ze wszystkimi, ale, krok po kroku, powoli, można się nauczyć, że bycie queer jest spoko. Ostatecznie, niezależnie od wszystkich interesów i problemów środowiska LGBT+, chodzi o to, żeby czuć się dobrze i spędzić na tym padole łez kilka miłych chwil. A jeśli przysłowiowe wymachiwanie chujami i tęczowe flagi mają przy tym pomóc – to czemu nie?


Wstęp:

  1. Encyclopædia Britannica, Gay Pride, https://www.britannica.com/topic/Gay-Pride

Etykiety:

  1. Online Etymology Dictionary, Queer, https://www.etymonline.com/word/queer
  2. Oxford English Dictionary, Queer, https://www.oed.com/oed2/00194686;jsessionid=29800D0408C3B2E9D6BF3ACB049B00E7
  3. Columbia Journalism Review, How the word ‘queer’ was adopted by the LGBTQ community, https://www.cjr.org/language_corner/queer.php
  4. J.R.R. Tolkien, The Fellowship of the Ring, 2007, Harper Collins, London
  5. The American Heritage Dictionary of the English Language, Queer, https://www.ahdictionary.com/word/search.html?q=queer
  6. Planned Parenthood, What does queer mean?, https://www.plannedparenthood.org/learn/teens/sexual-orientation/what-does-queer-mean
  7. The Gay Center, What is LGBTQ?, https://gaycenter.org/about/lgbtq/
  8. Stonewall, Glossary of Terms, https://www.stonewall.org.uk/help-advice/faqs-and-glossary/glossary-terms
  9. Gay Star News, Five alternative terms you can use instead of LGBT, https://www.gaystarnews.com/article/five-alternative-terms-instead-lgbt/
  10. Them., 9 LGBTQ+ People Explain How They Love, Hate, and Understand the Word “Queer”, https://www.them.us/story/what-does-queer-mean
  11. Daniel Howell, Basically I’m Gay, https://www.youtube.com/watch?v=lrwMja_VoM0&ab_channel=DanielHowell

Media:

  1. Time, Watch This Heartwarming Ad Showing Two Dads Impersonating Star Wars’ Darth Vader, https://time.com/4068363/campbells-soup-star-wars-gay-dads-father-ad/
  2. IMDB, Shelter, https://www.imdb.com/title/tt0942384/
  3. IMDB, Latter Days, https://www.imdb.com/title/tt0345551/
  4. IMDB, Brokeback Mountain, https://www.imdb.com/title/tt0388795
  5. IMDB, Call Me By Your Name, https://www.imdb.com/title/tt5726616
  6. IMDB, Rent, https://www.imdb.com/title/tt0294870/
  7. IMDB, Were the World Mine, https://www.imdb.com/title/tt0476991/
  8. John Elton, Me, 2019, Henry Holt and Co., New York
  9. IMDB, Rocketman, https://www.imdb.com/title/tt2066051
  10. IMDB, Christopher and His Kind, https://www.imdb.com/title/tt1651062
  11. Christopher Isherwood, A Single Man, 2011, University of Minnesota Press, Minnesota
  12. IMDB, A Single Man, https://www.imdb.com/title/tt1315981/
  13. Tyler Oakley, Videos, https://www.youtube.com/c/TylerOakley/videos
  14. Instagram, Michael Buckley, https://www.instagram.com/heymichaelbuckley/
  15. Lucas, Times The World Almost Ended, https://www.youtube.com/watch?v=RjS9Rm2wDsA
  16. MacDoesIt, Reacting to Anti-Gay Responses on Lil Nas X’s Latest Music Video, https://www.youtube.com/watch?v=nOvfifcEkfo&ab_channel=MacDoesItMacDoesItVerified
  17. Gigi Gorgeous, MY SPERM BANK EXPERIENCE | Gigi, https://www.youtube.com/watch?v=z4CXfdy-RHA&ab_channel=AlexBertieAlexBertie
  18. Alex Bertie, 5 Transgender Video Game Characters, https://www.youtube.com/watch?v=jOvT-hWSYm0&ab_channel=AlexBertieAlexBertie
  19. ContraPoints, “Transtrenders” | ContraPoints, https://www.youtube.com/watch?v=EdvM_pRfuFM&ab_channel=ContraPoints
  20. Sam Collins, The Return of Straight Tik Tok, https://www.youtube.com/watch?v=gXNFKZzRmTU&ab_channel=SamCollinsSamCollinsVerified

Wywód (rant):

  1. Tedx Talks, My descent into America’s neo-Nazi movement & how I got out | Christian Picciolini | TEDxMileHigh, https://www.youtube.com/watch?v=SSH5EY-W5oM&ab_channel=TEDxTalksTEDxTalksVerified

Leave a comment